Strony

poniedziałek, 5 stycznia 2015

2. Styczniowe święta pogańskie

Kolega z pracy cichutko zapukał, nie czekając na odpowiedź uchylił drzwi do pokoju Isy i z uśmiechem na ustach już, już miał zaproponować jej kawę ale nie wydusił z siebie ani słowa. Zresztą nawet nie został zauważony. Albo został perfekcyjnie zignorowany. Wolał jednak myśleć, że dziewczyna nie zauważyła go, ponieważ była aż tak bardzo pogrążona w pracy po godzinach. Patrzyła w monitor, zmarszczyła brwi i fuknęła jak rozzłoszczony kot. Kolega czym prędzej wycofał się i zamknął drzwi. Bezpieczny, po drugiej stronie ściany doszedł do wniosku, że koleżanka jest równie piękna, kiedy się złości ale gorących napojów woli jej w takim stanie nie proponować.



Isa pracę na dziś skończyła już ponad godzinę temu. Teraz siedziała nad konspektem ulotki reklamowej sklepu, przeklinając w myślach swoich pogańskich przyjaciół i prychając cicho od czasu do czasu. Bo znowu wszystko ona sama musi robić. Prych! Bo leniom śmierdzącym się dupy ruszyć nie chce. A głową ruszyć im najwyraźniej jeszcze ciężej. Prych!
Przekleństwa jednak nie były ani wulgarne, ani straszne, bo przecież zgłosiła się na ochotnika. Ochotnika z przymusu, bo gdyby zrobił to ktoś inny to efekt pracy by jej nie zadowolił. Asus zrobiłby to na ostatnią chwilę, Vrede narobiłaby błędów ortograficznych a Mojmira napisała wszystko w tak słodkim stylu, że od samego czytania człowiek by próchnicy dostał. I po każdym z nich i tak musiałaby wszystko poprawiać! Prych!
W sumie napracowałaby się przynajmniej dwa razy więcej, więc lepiej zrobi to sama od podstaw. Przeszło jej przez myśl rzucenie klątwy na przyjaciół ale doszła do wniosku, że szkoda na to czasu i środków. Pojawiła się też piękna wizja kopania Asusa w zadek oraz złośliwego prezentu dla Vrede w postaci słownika. Szybko uświadomiła sobie jednak, że w butach na obcasie może nie utrzymać równowagi i nawet jeżeli zasadzi szamanowi kopniaka w rzyć to przy okazji sama może stracić balans a nie wyglądałaby dobrze upadając na podłogę. Vrede ze słownika i tak nie skorzysta, szkoda pieniędzy. Do tego jeszcze zamiast zrozumieć aluzję i się obrazić pewnie się ucieszy i podziękuje. Prych! A na Mojmirę to już w ogóle nie ma rady. Beznadziejna sytuacja, co za ludzie!

Skończyła pisać ostatnie zdanie, zapisała tekst i wydrukowała. Podeszła do drukarki i trzymając kartkę w ręce wyobraziła sobie miny pozostałej trójki czytającej jej arcydzieło copyrightingu. Uśmiechnęła się na myśl o tym jak się ucieszą, jak będą ją chwalić. Już w dobrym humorze wyłaczyła komputer i postanowiła opuścić biuro i jechać prosto do Mandragory.

W sklepiku oprócz Asusa siedział również Rymesz. W sumie stał, bo nie było drugiego krzesła. Właśnie opowiadał Asusowi jak wg niego powinno się prowadzić sklep i dzielił się swoimi genialnymi pomysłami na pogański marketing z szamanem. Słowa młodszego kolegi wlatywały jednym szamańskim uchem a wylatywały drugim. Asus pozwalał się młodemu wygadać i udając dobrego słuchacza pogrążył się w rozmyślaniach o nowej wędce i kolejnej wyprawie nad Odrę.
W trakcie rymeszowego monologu drzwi otworzyły się a do sklepu wkroczyła Isa z zadrukowaną kartką w ręce.

Zimowa ulotka Mandragory zawierała opisy wszystkich świąt, które poganie obchodzą w grudniu, styczniu i lutym. Dotyczyły wierzeń dawnych Słowian, Celtów i Germanów oraz ich współczesnych wariacji. Jule, Yule, Szczodre Gody; Thorrablot, Disablot, Imbolc.
W ofercie znajdowały się promocje i zestawy, nie tylko świąteczne. Nazwy wszystkich proponowanych produktów budziły zainteresowanie a opisy wciągały jeszcze bardziej.
Uśmiech na twarzy Asusa stawał się coraz większy i większy.
-Zaaajebiste - powiedział głośno i przekazała papierek Rymeszowi, który i tak już wszystko przeczytał zerkając mu przez ramię.

Asus wyjął spod lady metalowe pudełko i podniósł pokrywkę. Zapachniało cynamonem, kardamonem i wanilią.
-Poczęstuj się - powiedział, wyciągając pudełko w kierunku Isy. Dziewczyna prawie odmówiła, bo ciasteczka wszelakie wywoływały u niej nieestetyczne skojarzenia z okruchami np. na szaliku, lub jeszcze gorsze - z tłuszczem na palcach, gdyby łakocie okazały się przypadkiem maślanymi ciasteczkami. Ale była głodna a pierniczki w kształcie gwiazdek pachniały cudownie. I wyglądały na suche. A okazało się, że smakują jeszcze lepiej niż pachną.
Rymesz też skorzytsał z okazji i wziął od razu kilka brązowych gwiazdek.
-Cudowne! - powiedział - Powinieneś tym częstować klientów, może więcej ludzi by przychodziło. - podrzucił pomysł. - A już studenci na pewno! Głodny student to się nawet na pogaństwo nawróci i… - musiał przerwać w połowie zdania, bo dziewczyna zmierzyła go właśnie lodowatym spojrzeniem. Rymesz przełknął to co miał w ustach i sam się zbeształ w myślach za to, że gada z pełną buzią i pluje okruchami.
Ale Asus już tego nie zauważył. Bo właśnie widział już w myślach swoją kuchnię i wyciągane z piekarnika ciasteczka dla klientów. W kształcie wszystkich pogańskich symboli, jakie przyszły mu do głowy! Tak, to świetny pomysł, genialnie to obmyśliłem! - cieszył się do własnych planów Asus.

Poprzedni rozdział>> i następny rozdział

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz